piątek, 28 września 2007

"Chorujemy nie dlatego, że się starzejemy, ale starzejemy się bo chorujemy"

Kto zadaje sobie pytanie co jemy? Jak jemy? Czy to co jemy jest zdrowe? Czy to co jemy jest dla nas? Siadamy całą rodziną do śniadania, obiadu, kolacji i nawet nie zastanawiamy się, że jemy bardzo często co innego jedząc pozornie to samo. Żona, czy mama zrobiła jedzenie i rodzina zajada, ale jeden zjadł więcej chleba, inny wybrał więcej wędliny, ktoś inny zjadł sam chleb z masłem czy smalcem, a jeszcze inny samą kaszankę, czy wędlinę. Każdy zjadł co jemu akurat zasmakowało. Nikt za bardzo nie liczył, co kto jadł – śniadanie było jedno i pozornie wszyscy zjedli to samo śniadanie. Albo na obiad jest zupa i drugie danie i wszyscy jedzą to samo nałożone na talerze przez gospodynię. Hmm.. Każdy z nas jest indywidualnością biochemiczną i to co dla jednego jest pożywieniem dla drugiego jest trucizną. Dziwimy się czasem „jadłem to samo i nic mi nie było pewnie mam silniejszy organizm, albo on ma słabszy” nie zdając sobie sprawy, że ten drugi ma inną grupę krwi, inny metabolizm, inne zapotrzebowanie organizmu na energię a więc potrzebuje innego pożywienia.
Niewątpliwie w zamierzchłych czasach ludzi też nękały rozliczne choroby, które bardzo często kończyły się śmiercią. Spowodowane były infekcjami, ranami odniesionymi w walce. Z dnia na dzień ludzie walczyli o przetrwanie zmagając się z przeciwnościami przyrody. Okres życia prymitywnych ludzi był znacznie krótszy i wynosił 20 - 30 lat. Dla nich śmierć była tak naturalnym zjawiskiem jak narodziny. Lekarstwem na choroby były zioła i zabiegi szamanów. Ludzie ci żyli zgodnie z prawami natury, w tym samym środowisku w jakim żyły zwierzęta, odżywiali się takimi samymi składnikami pokarmowymi jak one. Szansą na przetrwanie był nieustannie doskonalący się mózg, który pozwalał w lepszym stopniu niż zwierzętom dostosować się do zmieniających się warunków otoczenia i pokonać je w walce o dostęp do pożywienia. Ludzie osiedlając się nad brzegami rzek, jezior, morza zaczęli prowadzić osiadły tryb życia. Ryby i skorupiaki były cennym źródłem protein i związków tłuszczowych w rozwoju mózgu. Objętość mózgoczaszki u nich była większa niż u ludzi trudniących się zbieractwem i polowaniem. Zwiększona ilość urodzeń na takich obszarach była regulowana przez samą przyrodę i związana z łatwością zdobywania pożywienia. Osiadły tryb życia wiązał się z potrzebą magazynowania i przechowywania żywności. Naturalnymi środkami konserwującymi było suszenie i wędzenie. Budowa domów była pierwszym etapem izolowania się ludzi od warunków naturalnych.
Rozwój naszej współczesnej cywilizacji związany jest z powiększaniem się wielkomiejskich aglomeracji. Prawie całkowicie odizolowaliśmy się od otaczającej przyrody betonowymi ścianami i szkłem. Jedyną formą rekreacji jest urlop nie na łonie przyrody ale w wygodnych apartamentach. Nieustanny pośpiech w pogoni za dobrobytem nie sprzyja zdrowemu odżywianiu. Nie musimy już zdobywać środków spożywczych ale nabywamy je w supermarketach i restauracjach. Jedynym ich mankamentem jest to, że naszpikowane są konserwantami, substancjami poprawiającymi smak, barwnikami, cukrem. Pijemy wodę odfiltrowaną od ścieków. Zioła i naturalne środki lecznicze zostały zastąpione preparatami chemicznymi. Problem polega na tym, że mamy organizm normalnego ssaka i źle tolerujemy substancje chemiczne. Obserwując mojej psiaczka widzę, że nie zje dobrowolnie nic z konserwantami ani żadnymi chemikaliami, którymi większość ludzi się zajada i nawet im to smakuje. Zatraciliśmy całkowicie instynkt samozachowawczy powierzając najcenniejszą rzecz jaką posiadamy – zdrowie, specjalistom medycyny. Naukowcy nieustannie utwierdzają nas w przekonaniu, że sami nie możemy decydować o stanie swojego zdrowia. Zostaliśmy w pewnym sensie ubezwłasnowolnieni. Poddajemy się chemicznej terapii, którą serwują nam lekarze i których obdarzyliśmy bezgranicznym zaufaniem. Nie neguję roli współczesnej medycyny ( nie mam prawa nawet) w walce z chorobami ale jej komercyjny charakter i niewłaściwy kierunek rozwoju. O tym jaki to ma być kierunek i jaki rodzaj leków stosowany w lecznictwie, decydują międzynarodowe korporacje farmaceutyczne. Jedynym ich celem nie jest poprawa naszego stanu zdrowia ale osiąganie maksymalnych dochodów finansowych. Tak, tak ! Laboratoryjne badania nad lekami mają wyłącznie charakter komercyjny. Ich ostatecznym celem jest wyprodukowanie takich specyfików, które likwidują objawy i skutki a nie przyczyny chorób. W tym miejscu należy zadać sobie pytanie – dlaczego? Otóż chodzi o to, aby chory człowiek zażywał leki częściowo łagodzące skutki choroby i brał je do końca życia. Staje się wtedy przewlekle chorym człowiekiem, często zasięgającym porady lekarza. Dzięki temu jest skazany na zażywanie coraz nowszej generacji farmaceutyków. Najbardziej z tego powodu są zadowoleni ich producenci. Czy trzeba daleko szukać? - Cukrzycy. Skutki takiej terapii są ,,rewelacyjne”. Przewlekłe stosowanie preparatów chemicznych powoduje kumulowanie się ich odpadowych substancji toksycznych w obrębie wszystkich narządów, prowadząc w końcowym efekcie do ich uszkodzenia. Pacjent zgłasza swojemu lekarzowi kolejne dolegliwości. Wprowadzane są więc następne preparaty do leczenia a stan jego zdrowia pogarsza się nieustannie. Wszelkie badania laboratoryjne dotyczące oddziaływania leków na organizm człowieka mają udowodnić w sposób naukowy ich pozytywną rolę w hamowaniu rozwoju choroby i minimalnych skutkach ubocznych. Lekarze są więc skazani na stosowanie takich preparatów jakie wyprodukuje przemysł farmaceutyczny a chorzy ludzie na swoich lekarzy. W środowisku lekarskim wszelkie odstępstwa od przyjętego schematu leczenia, grożą utratą prestiżu zawodowego, izolacją, zwolnieniem z pracy a w ostateczności utratą prawa wykonywania zawodu. Ja mogę sobie pokrzyczeć. Tendencja potwierdzania wszystkich swoich sukcesów publikacjami w prasie medycznej jest działaniem celowym. Wszelkie prace naukowe, które nie są zgodne z obowiązującymi regułami narzuconymi przez przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego i naukowców, zostają odrzucone i idą w zapomnienie.
Utrwaliło się przekonanie w naszej świadomości, że bakterie i wirusy są bezpośrednio odpowiedzialne za rozwój chorób infekcyjnych. Można w to co najmniej wątpić. Nawet osoba bez formalnego wykształcenia medycznego ale z doświadczeniem w kontaktach z chorymi, którzy mają wykonywaną analizę pierwiastkową włosów może postawić inną tezę, że przyczyną wystąpienia tego rodzaju chorób jest źle funkcjonujący system odporności. Jesteśmy nosicielami całego kompletu drobnoustrojów, ale w stanie pełnego zdrowia nie dochodzi do ich inwazji i rozwoju choroby. O ile zostanie zakłócona równowaga między stanem odporności organizmu a mikrobami na korzyść tych ostatnich, w takim wypadku dochodzi do rozprzestrzeniania się zakażenia. Przyczyny rozwoju chorób należy szukać w niewłaściwym funkcjonowaniu całego organizmu. Ale jest jeszcze przyczyna jego nieprawidłowego funkcjonowania. Otóż jedną przyczyną jest żywienie a drugą leki. Chociaż może właściwie należałoby powiedzieć „troskliwa” opieka lekarzy zarówno pierwszej jak i ostatniej pomocy. O ile nie jest dokładnie znany czynnik wywołujący infekcję, włącza się do leczenia antybiotyk. Niestety zbyt często jest stosowany i traktuje się go jako panaceum na wszelkie nawet niewielkie zakażenia. Zwalczając bakterię stanowi swoistego rodzaju protezę dla systemu immunologicznego. Zbyt częste jego stosowanie powoduje, że rozleniwiony organizm przez okres 2 – 3 tyg po zakończeniu leczenia nie wytwarza przeciwciał w odpowiedniej ilości. Osłabiony chorobą poddaje się atakowi kolejnej bakterii. Czasokres pomiędzy zakończeniem działania leku a pojawieniem się następnego schorzenia staje się coraz krótszy. Zjawisko to zmusza lekarzy do coraz częstszego stosowania antybiotyków. Bakteria tak jak każdy żywy organizm, broni się przed ich niszczącym działaniem, zmieniając swój kod genetyczny i metabolizm. Nowopowstały szczep jest już odporny na zastosowany lek. Producenci wprowadzają więc na rynek coraz silniejsze i bardziej skuteczne antybiotyki, które po pewnym czasie zostają zastąpione innymi. Zapomnieli jednak o jednym – czy te kuracje wytrzyma organizm. Każdy związek chemiczny wprowadzony do ustroju musi zostać zneutralizowany i wydalony na zewnątrz. Funkcję tę spełniają wątroba, nerki i jelita. Narządy te przejmują na siebie całe związane z tym obciążenie. Z powodu narastającej ich niewydolności zostają zaburzone wszystkie funkcje organizmu i pojawia się zjawisko tzw. toksemii. Ma to oczywisty związek z rozwojem chorób, które nazywa się cywilizacyjnymi jak: cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie tętnicze, choroby degeneracyjne mózgu, zmiany zwyrodnieniowe stawów itd.
Współczesny człowiek, zjada około 1 tony żywności rocznie (Zagórski, 1995r). Z badań brytyjskich wynika, że w tej masie produktów żywnościowych zjadamy 5-7 kg rocznie substancji chemicznych, dodatków, zanieczyszczeń, środków konserwujących, barwników, nie licząc farmaceutyków. Wydalamy je później jako ścieki do środowiska naturalnego zatruwając je. Żyjemy na naszej planecie niezbyt przejmując się tym jaki wywiera to wpływ na jej stan ekologiczny. Ponieważ przebywamy w ekosystemie zamkniętym efekty naszej wrogiej działalności wobec przyrody wracają do nas jak bumerang.
Czynnikiem obciążającym organizm człowieka są toksyny wprowadzone w niewielkiej ilości do pożywienia nazywane popularnie konserwantami. Teoretycznie dawka ich jest tak niewielka, że nie powinna stanowić zagrożenia dla zdrowia. Nie mówi się jednak o ich wzajemnych interakcjach chemicznych oraz powiązaniu tego zjawiska z oddziaływaniem chemicznych związków farmaceutycznych. Czynniki te mogą powodować zakłócenie pracy systemu odporności polegające na błędnym rozpoznawaniu i zapamiętywaniu nieszkodliwych substancji, które traktuje jako niezwykle groźne dla zdrowia. Przykładem tego jest nieprawidłowa reakcje na pyłki roślinne, które organizm traktuje jak wrogiego mikroba. Objawem tego jest wyzwolenie gwałtownej reakcji alergicznej w obrębie błony śluzowej nosa, spojówek i górnych dróg oddechowych w postaci napadów kichania, silnego wodnistego kataru, uczucia zablokowania nosa, łzawienia. Stosuje się leczenie tylko objawowe, polegające na blokowaniu wystąpienia tej reakcji preparatami antyhistaminowymi oraz miejscowym podawaniu syntetycznych hormonów zmniejszającymi stan zapalny błony śluzowej nosa i spojówek. Właściwe leczenie powinno polegać na przywróceniu stanu równowagi źle funkcjonującego systemu immunologicznego.
Jak już wcześniej wspomniałem, żywienie jest podstawą utrzymania równowagi w organizmie – homeostazy. Ale żeby tę równowagę utrzymać trzeba spożywać pożywienie zdrowe i przeznaczone dla danego organizmu. A skąd mamy to wiedzieć jeżeli lekarzy nikt tego nie uczył? Na szczęście są pasjonaci zdrowia wśród lekarzy (jest ich garstka ale są). Trzeba do nich trafić, wykonać dokładne badania, dokładnie zdiagnozować organizm i stosować co zalecą. Nasz organizm jest wstanie nam podpowiadać sam co mamy jeść pod warunkiem że doprowadzimy go do równowagi jak u dziecka np. 2 letniego i będziemy się w niego wsłuchiwać.
Życzę zdrowia

W treści zawarłem część materiałów zaczerpniętych od lekarza medycyny Andrzeja Janusa

niedziela, 16 września 2007

„A ja jem warzywa…..”

Żeby stosować dietę wegetariańską, trzeba mieć dużą wiedzę i pieniądze. Wiedzę dlatego, że organizm człowieka nie jest dostosowany do żywienia tylko roślinami. A pieniądze, że nieuniknione jest zażywanie witamin i minerałów - naturalnych a nie tych z fabryki- czyli syntetycznych, które bardziej szkodzą niż pomagają. Mitem, który wywołuje najwięcej zamieszania, jest przekonanie, że człowiek jest roślinożerny, bo nasz przodek był roślinożerny. A który przodek? Czy chodzi o żywiącego się bakteriami pierwotniaka, czy o owadożerne małpiatki, czy o roślinożerne małpy? Na przykład goryl żywi się głównie roślinnością, ale on przecież nie jest naszym przodkiem. Gdyby Darwin miał czas, by mu się bliżej przyjrzeć, mógłby dojść do wniosku, że jest to człowiek, który ewoluuje w stronę bydła na skutek odżywiania się pędami roślin. Jest duży ociężały fizycznie i umysłowo, wypasa się jak bydło i ma długi przewód pokarmowy. Żyje dłużej niż krowa, ale krócej niż człowiek. Lepiej trzymajmy się jak najdalej od jego diety, jeżeli nie zamierzamy nabyć cech zwierząt gospodarskich.
Nasz najbliższy krewny, którego znamy już stosunkowo dobrze, to człowiek kromanioński, który już przed 40 tysiącami lat w epoce lodowcowej polował na mamuty. Warunki klimatyczne zbliżone były do tych, jakie obecnie panują na dalekiej Syberii czy u Eskimosów. Miał w zasadzie do dyspozycji niewiele roślin i właśnie wtedy nastąpił największy rozwój człowieka w sensie jego „człowieczeństwa”. Miał „normalne” ludzkie rysy, prawie 180 cm wzrostu, silną budowę. Był to już w pełni ukształtowany człowiek, o pojemności czaszki podobnej do naszej i być może o podobnych upodobaniach, skoro malował – i to pięknie- na ścianach jaskiń. Ocenia się, że mięso mogło stanowić zdecydowanie ponad 50 % jego pożywienia. Kiedy znajduje się pozostałości ognisk z tego okresu i inne ślady jego koczowania, to praktycznie nie spotyka się narzędzi do obróbki pokarmów roślinnych. Są to tłuczki do mięsa, skrobaki i krzemienne groty. Tak więc czasy powstania człowieka to czasy żywienia się mięsem. A często do wiadomości publicznej przenikają nie do końca sprawdzone wiadomości o „najnowszych” wynikach badań i tworzą się mody na określony sposób żywienia. Najpierw straszy się ludzi nasyconymi kwasami tłuszczowymi i cholesterolem, zalecając spożywanie olejów roślinnych, a po jakimś czasie odkrywa się, że te ostatnie nie są wcale takie bezpieczne. Teraz nakłania się Polaków do spożywania tranu oraz oliwy z oliwek, chociaż, jako żywo, nigdy na tej ziemi nie łowiono wielorybów ani nie uprawiano drzew oliwnych. Aż dziw bierze, że Chrobremu czy Kazimierzowi Wielkiemu udało się jakoś przeżyć bez tych niezbędnych do życia produktów. Nie tylko zresztą bez nich, ale także bez oleju z wiesiołka lub z nasion z grapefruta, bez melatoniny i biosteronu, a nawet – bez wybijania w organizmie wszystkich pasożytów i bakterii metodą pewnej pani.
Nie znaczy to, że nie należy jeść pokarmów roślinnych a szczególnie warzyw. Ale trzeba wiedzieć, że współczesna ziemia jest tak wyjałowiona i zakwaszona, że bez suplementacji trudno mówić o zdrowiu. Tylko co stało się z naszą glebą przez tyle lat wyciągania z niej a dawania mało ? Niech odpowie na to rozmowa z profesorem Ożarowskim „ Skazani na suplementację”

Skazani na suplementację.
Rozmowa z prof. Aleksandrem Ożarowskim.
- W wielu domach pigułki witaminowo-mineralne stały się nieodłącznym składnikiem każdego posiłku. Zażywają je nie tylko dzieci i osoby starsze, ale ludzie w sile wieku. Czy to potrzebne?
- Bezwzględnie. Dziś jesteśmy skazani na suplementację. Do prawidłowego funkcjonowania organizm potrzebuje codziennie nie tylko białka, węglowodanów, tłuszczów, ale również witamin i biopierwiastków. Rolę ich dostawcy spełniają właśnie owe pigułki, o które pani pyta.
- Dlaczego musimy dostarczać organizmowi te składniki w pigułkach, a nie w pożywieniu? Przecież owoce, warzywa i zboża zawierają witaminy i sole mineralne.
- Obawiam się, że gdybyśmy chcieli uzyskać niezbędne dawki witamin i biopierwiastków ze spożywanych owoców, warzyw i zbóż, musielibyśmy zjadać je w takich ilościach, że nasz przewód pokarmowy by temu nie podołał. 0 zaspokojeniu potrzeb na witaminy i biopierwiastki w sposób naturalny można by myśleć tylko wtedy, gdybyśmy mogli zjadać owoce natychmiast po ich zerwaniu, warzywa po wykopaniu z ziemi. Te kupione na targu czy w sklepie przeszły rozmaite operacje: były sortowane, przechowywane, transportowane, znów przechowywane w sklepie, często wystawione na działanie słońca. Po przyniesieniu do domu też je przechowujemy przeważnie w lodowce, obieramy, kroimy, gotujemy, a każda taka operacja niszczy pewną część witamin. I tak np. świeży zielony groszek po ugotowaniu traci 56 proc. witaminy C, jeśli był uprzednio mrożony 83 proc., a jeśli był w puszce 94 proc. Warzywa i owoce sterylizowane w słojach lub puszkach tracą 39 proc. witaminy A i 69 proc. witaminy B1.
- Czy wskutek przechowywania i transportowania owoców i warzyw może ubywać również biopierwiastków?
- Nie ubywa, ale zmieniają one swoje właściwości. W świeżych owocach i warzywach sole mineralne są związane z białkami, wchodzą w skład enzymów, co sprawia, że są łatwo przyswajalne.
W trakcie gotowania, mrożenia, przechowywania biopierwiastki uwalniają się z tych związków, przez co stają się źle przyswajalne. Jeszcze gorzej traktujemy zboża. Mieląc je na mąkę, z której robi się bułeczki, makarony, odrzucamy do 60 proc. ziarna - część najbardziej wartościową, czyli otręby, pozostawiamy zaś najmniej wartościową skrobię. W trakcie takiej obróbki, ziarna pszenicy tracą do 40 proc. witaminy C, do 85 proc. witamin z grupy B, 53 proc. magnezu, 72 proc. cynku, a także błonnik i białko, w sumie 26 różnych substancji odżywczych. Tak więc w pożywieniu otrzymujemy za mało witamin i soli mineralnych, a potrzebujemy ich więcej niż kilkadziesiąt lat temu.
- Dlaczego nasze potrzeby na witaminy i biopierwiastki są teraz znacznie wyższe?
- Z powodu zanieczyszczenia środowiska i naszego stylu życia. Wskutek przedostawania się do środowiska rozmaitych chemikaliów i spalin samochodowych znajdują się w nim znaczne ilości metali toksycznych, takich jak kadm, cynk, ołów, rtęć czy miedź. Pierwiastki te są trudno wydalane z organizmu.
Ułatwić to może połączenie ich ze znacznymi ilościami witaminy C. Dlatego potrzeby organizmu na tę witaminę zwiększają się. Ponadto substancje toksyczne w środowisku zmniejszają przyswajanie witamin i soli mineralnych. Trzeba więc spożyć ich więcej.
- Jaki wpływ na przyswajalność witamin i soli mineralnych ma styl życia?
- Zmniejsza przyswajalność wiele czynników: palenie tytoniu, picie alkoholu i nadmiernych ilości kawy lub mocnej herbaty, niedobór błonnika w pokarmie, nadmiar wolnych rodników nadtlenowych we krwi, osłabienie układu odpornościowego, siedzący tryb życia. To wszystko sprawia, że dla zaspokojenia potrzeb organizmu musimy spożywać więcej witamin i biopierwiastk6w.
- Czy wyliczono te potrzeby? Czy są one różne w poszczególnych krajach, w grupach ludzi prowadzących odmienny tryb życia?
- W większości kraj6w europejskich opracowano specjalne normy - standardy. Zajmowali się tym wybitni naukowcy, np. w USA - noblista Shari Liberman, w Polsce prof. Jerzy Woy -Wojciechowski. Standardy nie są normą obowiązującą, ale pomagają lekarzowi i przemysłowi farmaceutycznemu produkującemu wieloskładnikowe preparaty witaminowo-mineralne.
Choć każdy kraj opracowuje własne standardy, są one podobne. Polska farmakopea także zaleca dawki podobne do zachodnioeuropejskich i amerykańskich.
- Jakie dawki witamin i bio-pierwiastków zalecają światowe standardy?
- Nie ma dawek najlepszych dla wszystkich. Inne są potrzeby zdrowego człowieka, inne -chorego. Kimże jest jednak człowiek zdrowy? Przy dokładniejszym badaniu okazuje się, że nie ma osób doskonale zdrowych. Prawie każdy ma jakieś odchylenia.
- Większość z nas jednak prawidłowo funkcjonuje, czuje się zdrowa, nie skarży się na jakieś niepokojące dolegliwości. Jakie są objawy niedoboru witamin i biopierwiastków?
- Organizm wykazuje olbrzymią tolerancję na niedobór witamin i biopierwiastków. Jak np. dopiero po 200 dniach niedoboru witaminy B1 występują anatomiczne objawy - m.in. porażenie nerwowe. Co nie znaczy, że organizm wcześniej nie sygnalizuje niedoboru czy zakłócenia proporcji między poszczególnymi witaminami czy biopierwiastkami. Dopóki jednak te nieprawidłowości nie są wielkie, objawy też są mało zauważalne i nie zwracamy na nie uwagi. Zanim dojdzie do porażenia nerwowego przy przewlekłym braku witaminy B1 występuje chudnięcie, brak apetytu, bezsenność, drażliwość. Z biegiem czasu objawy się nasilają i powodują coraz bardziej nieprzyjemne skutki.
- Jakie badania wykazują niedobór poszczeg6lnych witamin czy soli mineralnych?
- Aby się przekonać, jakich witamin czy biopierwiastków nam brakuje, a jakie występują w niewłaściwych proporcjach, najlepiej wykonać analizę włosów lub moczu. Na Zachodzie badania te przeprowadza się masowo, w Polsce natomiast w niewielkim zakresie - kilku pierwiastków - wykonuje je Wojskowa Akademia Techniczna. Nie ma więc w Polsce możliwości szybkiego i łatwego wykonania analizy.*) Osobom, które nie odczuwają specjalnych dolegliwości, radziłbym żywieniowe dawki witamin i biopierwiastków.
- Czy duże dawki witamin i soli mineralnych nie są szkodliwe?
- Nie są, gdyż organizm ma olbrzymią tolerancję na nadmiar witamin i biopierwiastków, tak samo jak na ich niedobór. Jedynym skutkiem przedawkowania witaminy C może być lekka biegunka. Najlepszego dowodu na to, że duże dawki - megadawki nie są szkodliwe, dostarczył sam ich odkrywca, prof. Pauling; zażywając codziennie przez wiele lat 10 g witaminy C.
- Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała - WALERIA MIKOłAJCZYK - (Przedruk z miesięcznika MOJE ZDROWIE).
Ilustracją potwierdzającą główną tezę powyższego wywiadu są wyniki badań porównawczych na zawartość niektórych składników w roślinach. Źródła danych: Koncern Farmaceutyczny GEIGY (1985r), Laboratorium Żywności Karlsruhe i Sanatorium Obertahl (1996 i 2002 r.)
I tu będzie tabela jak sobie z nią poradzę Jednak nie poradziłem sobie i wkleiłem link do strony z rozmowa wraz z tabelą. To warto obejrzeć.
http://klinika-zdrowia.com/skazani%20na%20suplementacje.htm

wtorek, 4 września 2007

Wracam do tematu - Moja teoria na łuszczycę i jej leczenie

Pisałem chyba już, że nie pamiętam od jakiego czasu chorowałem na łuszczycę. Wówczas prawie całkowicie ufałem lekarzom, szczególnie dermatologom. Bo co ja wiedziałem? Skąd miałem czerpać wiedzę? Stąd, skąd czerpią ją lekarze dermatolodzy? Oczywiste jest (czego nie wszyscy przyjmują do wiadomości, że medycyna akademicka leczy skutek a nie przyczynę) To znaczy, że łuszczyca wg medycyny akademickiej jest chorobą skóry , więc trzeba leczyć ją zewnętrznie. Otóż wcale tak nie jest i terapia również musi być inna, niż tylko smarowania "śmierdzidłami" i "brudzidłami", moczenie się w solankach (Morze Martwe, woda z solą, lampy, słońce). Owszem to wszystko łagodzi na jakiś czas i wraca. A tragedią jest stosowanie leków sterydowych, które nieodwracalnie niszczą wątrobę, największy i chyba najważniejszy organ wewnętrzny. Organizm jak silnik dopóki całkowicie nie wysiądzie to chodzi, zaobserwować to można w starych samochodach o dużych przebiegach. Konsekwencje są różne w zależności od organizmu, ale jedno jest pewne, w którymś momencie nie może sobie poradzić i wysiada. To widać po skórze ( szara z wypryskami, chropowata, sucha) po oczach ( smutne, szare z sińcmi i workami pod oczami, łzawiące i często piekące). Wątroba w ogóle a szczególnie, podczas stosowania różnych specyfików obciążających ją, nie znosi piwa, w którym są dwie stołowe łyżki cukru. Wtedy również bardzo ciężko pracuje trzustka, która musi zwiększyć produkcję insuliny aby obniżyć glukozę we krwi. Czy można jakoś zaradzić na tę nienajprzyjemniejszą dolegliwość jaką jest łuszczyca? Być może nie w każdym przypadku. Ale jedno jest pewne. Jeżeli podejmuje się określonej terapii, to trzeba być dość konsekwentnym. Otóż ja nie jestem lekarzem i nie zamierzam nikogo próbować leczyć. Od tego są fachowcy. Ale ja posiadam już kilkuletnie doświadczenie i mogę się nim podzielić.
Najważniejsze jest odkwasić organizm (ok. 75% ludzi jest zakwaszona) – jemy zbyt dużo białka i cukrów (chleba,bułek, makaronów, ziemniaków, słodkich napojów, gazowanych napojów, ogólnie mówiąc węglowodanów). Jak to robić? Jednym ze sposobów i najskuteczniejszym ale długim jest alkalizacja wody, którą pijemy (1,5 litra wody z Alkalą N, Sanuvisem i Citrokehlem) , łącznie wody wypijamy 2 – 3 litry Przy tym jemy dużo warzyw mało wieprzowiny, masło ghee, olej lniany, smalec gęsi, mało węglowodanów 40 – 100 gram dziennie. Bo z jednej strony odkwaszanie a z drugiej strony zakwaszanie niewłaściwym pożywieniem i wtedy nie ma to sensu. Gdy organizm jest zakwaszony, wchłanianie witamin i pierwiastków jest bardzo ograniczone. A więc efektywność wprowadzania do organizmu niezbędnych mikroelementów i witamin jest minimalna, co pogarsza sytuację i tradycyjna terapia prowadzona na własną rękę lub przez dermatologów jest tylko poprawianiem sobie humoru a częściej zwiększonej frustracji i bezradności, aż do pogodzenia się z ta niemiłą dolegliwością.
Drugim najważniejszym czynnikiem jest odgrzybić jelita. Dolegliwość ta dotyczy ok. 70 – 80 % populacji a nazywa się to syndromem cieknącego jelita lub zespołem jelita drażliwego. Otóż każdy czytelnik niniejszej notatki może sobie sam sprawdzić stan swoich jelit. Wieczorem wypić sok z czerwonego buraka ok. 1 szklanki lub po prostu zjeść dużego buraczka czy dwa średnie i rano sprawdzić kolor moczu. Jeżeli będzie inny niż cytrynowy, tzn, różowy pewnym jest zagrzybienie jelit. Znaczy to, że jelita nie posiadają kosmków niezbędnym w procesie wchłaniania. Drastycznie powierzchnia wchłaniania się zmniejszyła. Wtedy należy przeprowadzić odgrzybianie: Fortakehlem, Notakehlem i Sankombi. O zdrowym jelicie można mówić wtedy gdy po zjedzeniu buraczków mocz rano jest żółto - cytrynowy.
Ponadto jest jeszcze jeden problem u większości ludzi, o którym oni sami nie wiedzą: chroniczne zapalenie zatok. Większość dziwi się zatoki? A zaobserwuj czytelniku co dzieje się rano, jak się zachowujesz zaraz po wstaniu? Jeżeli jesteś mężczyzną to odchrząkujesz, odpluwasz i myślisz, że to normalne. Jeżeli jesteś kobietą to, to co w nocy ścieknie do gardła powoduje zaleganie w stawach i albo już bolą albo będą bolały. Zapytasz czy to ma wpływ na łuszczycę? Oczywiście. Żeby można skutecznie leczyć to schorzenie to organizm powinien być w miarę czysty.
Podsumowując: żeby można spodziewać się efektów terapii łuszczycowej należy organizm odkwasić, odgrzybić, wyleczyć zatoki, zmienić dietę na właściwą dla typu metabolicznego i zgodną z grupą krwi, oraz przeprowadzić detoksykację wątroby jednocześnie unikając potraw zakwaszających .
Należy podkreślić, że każdy organizm jest inny i każdemu trzeba często coś innego, oczywiście co do drobiazgów ale jednak. Ponadto trzeba podkreślić, że organizm człowieka to jak plac budowy, co chwilę coś się zmienia i częsta kontrola jest wskazana, szczególnie tym, którym zależy na zdrowiu.

Hmmmm

O mnie

KONIN, WIELKOPOLSKIE, Poland
To jest moja strona na której będę opisywał moje zainteresowania i komentarze do różnych wydarzeń oraz moje przemyślenia A kiedy wejdziesz na poniższy link strony Amway i będziesz chciał pobuszować to strona dla gości jest dla Ciebie, tylko musisz zastosować klucz wpisując: kaziu53
Powered By Blogger

Archiwum bloga